Między planem a wykonaniem stoi wiele przeszkód, a choćby takie "tylko zrobię pierwsze zwycięstwo" czy może "dziś sobie odpuszcze", albo "nie mam siły myśleć". Co zrobić gdy motywacja jest już martwa, ciało symuluje chroniczne zmęczenie, a mózg jednocześnie przypomina i ignoruje zaplanowane działania? Poprawna odpowiedź brzmi: "cholera wie". Jestem nie niezwykły, wiec nie wiem czy opis mojej walki z samym sobą coś komuś by dała.
Głównym środkiem kiedy lenie się, czy czuję, że z żalu zaraz się rozkleje, jest nienawiść. Nienawiść do swoich słabości, do ludzi który kiedyś czynili mi zło. "Nie kurwa nie dam się, nie dam się!" wspomagane wizjami zemsty działa cuda :3. Choć raczej to jest nie opisywalne jak nagle zmienia się tok myślenia, oddech przyspiesza, i masz ochote choćby walnąć pięścią w mur.
Bardziej standardowe sposoby leżą w drugiej osobie. Pamiętam jak kiedyś dokonałem cudu i miesięczny bałagan robiony przez 3 facetów sprzątałem w kilka godzin, bo ładna dziewczyna miała mnie odwiedzić i tak się skończyło, że obściskiwała się z moim kolega na moim łóżku - chyba już nigdy nie będę mieć takiej motywacji ;_; Można też mieć brata lub jego substytut czyli przyjaciela z którym, tak jak ja będziesz codziennie trenował na okolicznej siłowni (ciekawe ile damy radę)